niedziela, 13 października 2013

Bezy filuternie zakręcone :)

   Po eksperymentach z bezą na cieście postanowiłam zaryzykować beziki solo. Wcześniej specem od bez był mój tata (Tatowe bezy), któremu oddawałam zbędne białka, albowiem mi przyrządzanie bez wydawało się żmudnym zajęciem, które dodatkowo nie gwarantowało sukcesu...
   Impulsem do nauki były bezowe duszki Halloweenowe (fotka poniżej), które widziałam w Internecie. To one skłoniły mnie do spróbowania ze zwykłymi kręconymi bezami, zanim podejmę wyzwanie duszków :) 

Składniki:
4 białka
250 gram cukru pudru
1/4 łyżeczki mąki ziemniaczanej

Kiedy już mamy białka, to ubijamy pianę, dosypujemy powoli cukier puder i na koniec mąkę ziemniaczaną, ubijamy chwilę i kiedy cała masa będzie lśniąca bierzemy  rękaw cukierniczy w dłoń i wyciskamy na papierze do pieczenia beziki. Potem 2 godziny pieczenia w 100 stopniach i suszenie kolejną godzinę. Z bezy nie może nic wypływać - bo zauważyłam, że jeśli wypływa to beza jest niedosuszona.


Kawa z bezą czemuż by nie?




Bezowe duszki:

 Fot. http://www.szwecjadzisiaj.pl/bezowe-duszki/


sobota, 12 października 2013

Jesienna nuta - o grzybach i dyniach ;)

     Nieubłaganie złota jesień odchodzi, wprawdzie na drzewach jeszcze feeria pomarańczy, czerwieni i żółtego, ale to już schyłek jesieni. trzeba wyjąć kalosze, powoli pożegnać się z grzybobraniami, bo podgrzybki wprawdzie jeszcze pięknie zamszowe, ale już ich coraz mniej w lesie.
    Za to wszędzie zaczynają królować dynie i w związku ze zbliżającym się Halloween i kulinarnie sezon na dynie tętni w pełni, bo lokale zapraszają na dyniowe specjały. ja dotąd z dyni to tylko... wycinałam lampiony no i zupę dyniową udało mi się popełnić. 
     Dlatego za dwa tygodnie 27 października w niejakim nowo-powstałym lokalu Zmokła Kura w Białymstoku wybieram się na Dyniowe Warsztaty :) organizowane między innymi przez blog Ekoquchnia, gdzie mam nadzieje poszerzyć horyzonta jeśli chodzi o dyniowe przetwory, najbardziej liczę na jakieś ciekawe dyniowe placki... :)


Przygotowana na jesień: kalosze i torba w grochy!


Dzisiejsze zbiory grzybowe :) w tym dwa prawdziwki!



Jajka inaczej - foremki do jajek na twardo :)

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam w Internecie foremki do jajek na twardo nie mogłam uwierzyć, że ktoś wymyślił coś tak banalnego, co przemienia zwykłe jajo w jakiegoś tam królika, misia, auto czy muszelkę! Ale nie mogłam oprzeć się pokusie, aby nie wypróbować tego "cuda", zwłaszcza, że zbliżała się Wielkanoc a z nią pierwsze śniadanie wielkanocne przygotowane przez nasze duo, czyli męża i mnie :) 


Sposób przygotowania jajek jest naprawdę prosty:

1. Gotujemy jajka na twardo, potem jeszcze gorące obieramy ze skorupki i wkładamy do foremki, zaciskając ją, jak w opiekaczu do kanapek :) 
2.Potem wkładamy do miski z zimną wodą na 10 minut. W tym czasie jajko odkształci się w kształt foremki, następnie wyjmujemy foremkę z wody i jajko z foremki. idealne do dekoracji sałatek, albo na zimno do majonezu, lub jak u mnie do szpinaku.


czwartek, 10 października 2013

Szopki i inne piernikowe cudeńka świąteczne

idzie, idzie jesień, a za nią już zimy oddech na karku powoli zaczynamy czuć. A co jest najprzyjemniejszego w zimie? Oczywiście, że Święta, zapach świerkowego drzewka, pieczenie pierniczków, obdarowywanie, przygotowywanie, czas przy wigilijnym stole, aromaty, smaki..dokupowanie bombek na choinkę.. 

Przeglądałam właśnie stare kolekcje zdjęć kulinarnych i wpadły mi w oko piernikowe szopki z 2009 roku, takie  całkiem "cute" z sarenkami, gwiazdkami, eksperymentami z kolorowym lukrem. Powędrowały w celofanie do najbliższych :)

Chyba w tym roku znowu trzeba wrócić do chlubnej tradycji obdarowywania meega- piernikami :) chyba że do tej pory zginę pod stertę pracy w pracy i przygnieciona przez furę dokumentów ;p






Ruiny w Jałówce - magiczne miejsce Podlasia :)

   Malownicze, gotyckie ruiny kościoła św.Antoniego w Jałówce pierwszy raz wypatrzyłam w portfolio naszego ślubnego fotografa, który przed kilkoma laty, uwieczniał na fotografiach nasz ślub oraz plenerową sesję ślubną. Strzeliste łuki naw kościoła porastają obecnie polne kwiaty, krzewy. Piękne okna w gotyckim stylu, czerwona cegła doskonale kontrastują z zielenią roślinności, sam kościół okalają stare drzewa, przepuszczające ciekawe światło dla interesujących zdjęć. Nawet amator-fotograf może pobawić się światłem, cieniem, barwami w tak ekscytującym miejscu... Nic dziwnego, że pary młode upodobały sobie taki ciekawy zakątek do uwiecznienia niezwykłych chwil.
    Panny młode w białych sukniach oparte o mury wzbijających się w niebo ruin zburzonej świątyni, gdzieniegdzie fragmenty murów porośnięte trawa – zdjęcia prezentowały się magicznie, panny młode jak zawsze pięknie z rozwianymi welonami.
    Wprawdzie akurat do tego miejsca nie dotarliśmy – zwyciężyły równie romantyczne kładki na Narwi ze swoimi pięknymi odcieniami. Ale pamiętaliśmy o intrygujących ruinach kościoła w Jałówce nieopodal samej granicy białoruskiej, na terenie gminy Michałowo w podlaskim.

Krzta historii:
Kościół św Antoniego w Jałówce zbudował ksiądz Józef Kartanowicz, który objął tę parafię w 1910 roku.    
       Świątynia została wzniesiona w stylu neogotyckim, a w ruinach zachowały się charakterystyczne dla tego stylu strzeliste okna zakończone ostrym łukiem.
Losy kościoła w Jałówce od początku przebiegały burzliwie, bo najpierw w czasie zaborów władze carskie odebrały mieszkańcom świątynię, później próbowali ją przerobić na cerkiew, poddając katolików represjom, następnie zwrócony katolikom po I wojnie światowej w 1919 roku kościół został zburzony przez wycofujące się wojska niemieckie w 1944 roku. Nigdy nie podjęto prób odbudowy gotyckiej świątyni, ponieważ w miejscowości wcześniej została wybudowana nowsza świątynia.
       Ruiny kościoła św. Antoniego stoją do dziś, a co roku w dzień świętego Antoniego odprawiana jest tam msza odpustowa. W 2000 roku ks. Ryszard Puciłowski wybudował tam zadaszony ołtarz polowy, który służy odprawianiu jedynej mszy w roku w ruinach kościoła.










niedziela, 6 października 2013

Szarlotka z kruchą bezą i cynamonem!

    Wreszcie udało mi się upiec prawdziwą kruchą, nie-piankową, nie-ciagnącą się bezę na cieście :) A od tego już krok do Pavlovej ;)
    Jak dotąd zdarzyło mi się to przypadkiem kilka razy, a zawsze kiedy starałam się zrobić różową skorupkę bezową - efekt był marny. To jednak nic -  ostatnio przeszłam samą siebie, bo nieopatrznie do piany z białek powędrowała mąka ziemniaczana zamiast cukru pudru ;p Ups, jednak roztargnienie i zmęczenie nie sprzyja gotowaniu ;) Uparcie miksowałam białka mimo tego, że konsystencja była "przedziwna", dopiero tuż przed wylaniem piany na ciasto, pacnęłam paluchem w miskę, posmakowałam, pomyślałam "jakieś niesłodkie" i cofnęłam się do owego nieszczęsnego słoika, na którym jak "wół" widniała "mąka ziemniaczana"!  Zatem jeśli nie chcecie bezy a białe "coś" o smaku kisielu mącznego, polecam mąkę ziemniaczaną, jeśli chcecie bezę - cukier puder a potem suszyć i suszyć i suszyć ;)



Składniki:
300 gram mąki
200 gram masła
3 żółtka
cukier waniliowy

Beza:
3/4 szklanki cukru pudru
3 białka

Nadzienie jabłkowe:
1 kg jabłek
łyżka cukru
3 łyżki wody
1 łyżka cynamonu

Z mąki, masła, żółtek i cukru waniliowego zagniatamy ciasto. Formujemy kulę i wkładamy do lodówki. Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nią formę do pieczenia, potem pieczemy w temp. 210 stopni około 15-20 minut na złoty kolor.
Jabłka kroimy na plasterki, wrzucamy do rondla, podlewamy wodą i łyżka cukru i dusimy na wolnym ogniu, aż jabłka rozpadną się w masę, ale nie na gładko, niech gdzieniegdzie zostaną plasterki jabłek.
Z cukru pudru i białek ubijamy bezę, na sztywno, aż będzie miała błyszczący kolor.
Wykładamy masę jabłkową na podpieczone ciasto i bezę wyrównując lub kształtując fale. Pieczemy w 150 stopniach przez 40 minut. Potem suszymy bezę w temp.50 stopni aż będzie lekko zaróżowiona i zacznie pękać.

Przepis bierze udział w akcji:

sobota, 5 października 2013

Pizza - na cieście wg książki Prosto i Presto ;)

     Od lat mam swój ulubiony przepis na pizzę, ale tym razem postanowiłam spróbować ciasta z książki z typowo włoskimi przepisami - która stoi na mojej półce od dawna "Prosto i Presto. Włoska kuchnia dla żyjących w biegu" Anny Lucci. Po wypróbowaniu z cała odpowiedzialnością stwierdzam, że przepis jest dobry, pizza po upieczeniu jest chrupiąca, można ją swobodnie pokroić w trójkąty i jeść trzymając w ręku, bez obawy, że pod nadmiarem farszu - złamie się w pół.
      W końcu Polka, która wyszła za mąż za Włocha i mieszka tam od kilku dekad, powinna mieć sprawdzony przepis na ciasto do pizzy! Cała książka Anny Lucii jest napisana z humorem, tętni kolorami, smakami i nie zawiera wymyślnych składników, których nie można byłoby kupić w Polsce. 
     To zadziwiające, ale nie spotkałam - jak dotąd - nudnej i nijakiej Polki mieszkającej we Włoszech, czy to kwestia słońca, oliwy z oliwek czy to, że namiętni Włosi potrafią zapewnić swoim "bella" prawdziwe "ti amo" w życiu?Nie mam pojęcia, ale czy to była Bolonia, Siena, Asyż, Spoleto, Perugia, Piza, Florencja przewodniczki były genialne i nie ograniczały swoich opowieści do podania nam dat i wskazania budynków :p
    
     Wiele Polek, które wyjechały za lubym do Włoch współpracuje  jako przewodniczki z polskimi biurami podróży. I tak po podczas podróży po miasteczkach Toskanii i Umbrii oprowadzały nas Polki (w każdym mieście inna), w przedziale wiekowym od 30-tki do 60-tki, ale niezmiennie tryskające kolorowymi opowieściami o swoich mężach Włochach, stereotypach, włoskich mammach, pierwszych próbach gotowania włoskiej pasty, pikantnymi opowieściami o włoskich "świętych" i jak to jest z tymi włoskimi macho ;)


Ale wracając do pizzy, ciasto wg Anny Lucii to:
 1/2 kg mąki krupczatki
40 g drożdży
1 szklanka ciepłej wody
płaska łyżeczka soli
1/2 łyżeczki cukru
2 łyżki oliwy


Drożdże mieszamy z cukrem i zalewamy ciepłą wodą, dodajemy cztery łyżki mąki i odstawiamy na kilkanaście minut w ciepłe miejsce pod ściereczka. Potem dodajemy mąkę z solą i oliwę, zagniatamy gładkie ciasto. Następnie układamy w miseczce i znowu odstawiamy w ciepłe miejsce pod ściereczkę (ja obtoczyłam jeszcze ciasto w oliwie z oliwek - kilka kropel, taki trik ze starego przepisu). Potem rozwałkowujemy w formie i nakładamy farsz.

U mnie tym razem farsz - "co wpadło do glowy"
Sos pomidorowy: 1 puszka pomidorów krojonych, bazylia, 2 ząbki czosnku, sól, pieprz,
plastry pieczeni z indyka
6 brokułów
30 gram sera pleśniowego lazur
30 gram sera żółtego

Piekłam 15 minut w 210 stopniach, aż boki zaczęły odstawać od blaszki!

Przepis bierze udział w akcji:

Czas na Pizzę!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...